Bal [Harry x Hermiona, cu] | Alias średnio udane Harmione, bo po raz pierwszy piszę coś z HP-
A/N
Więc tak.
Skoro to widzicie, to jakimś cudem udało mi się skończyć pisać tego totalnego crapa.
(To naprawdę jest cud, bo ogólnie umieram trochę.)
*Fanfary w tle*
Więc mam nadzieję, że chociaż trochę się spodoba, bo mam mieszane uczucia and I feel very insecure about this shit, także no-
Anyways, poproszę o szczere opinie czy coś.
Ship warning: Harmony (obviously-), Nuna (Neville x Luna), szczypta Dransy (chyba.)
Enjoy this piece of shit.
! Mocne zmiany w przypadku postaci, bo nie umiem, welp. !
For example, Krum x Hermiona nie istnieje i są tylko przyjaciółmi, bo nie potrafię w pisanie dram.
Słowa:
Ogólny opis: Harry jest idiotą.
Koniec A/N
Nadszedł ten dzień. Dzień
wyczekiwany niemal od początku Turnieju Trójmagicznego. Dzień, przez który
wielu uczniów zarywało noce, obawiając się wstydu i upokorzenia związanych z
nieznalezieniem partnera na czas. Dzień balu.
Hermiona już od
rana chodziła jak na szpilkach. Okazało się bowiem, że Krum należał do garstki
największych pechowców na świecie. Dlaczego musiał złapać grypę akurat teraz,
gdy szansę dziewczyny na znalezienie sobie towarzystwa były naprawdę nikłe?... Przecież
to istna złośliwość losu!
Nie zamierzała
się jednak poddawać. Kto miałby dokonać niemożliwego, jeśli nie ona? Przecież
to właśnie jej udało się pogodzić w zeszłym roku wszystkie kursy i zdać je z
najlepszymi wynikami! Zresztą do samej imprezy zostało jeszcze kilkanaście
godzin, więc nie należało spisywać tego planu od razu na porażkę. Tylko kto
jeszcze mógłby być w takiej sytuacji?
Szatynka
dyskretnie rozejrzała się po pokoju wspólnym Gryffindoru, starając się
zlokalizować potencjalnego nieszczęśnika. Jej wzrok najpierw zatrzymał się na
Neville’u. Ten jednak odpadał – chociaż dla większości osób zdawało się to mało
prawdopodobne, Longbottom posiadał drugą połówkę i to właśnie z nią wybierał
się na uroczystość. Pokręciła więc głową ze zrezygnowaniem i przeniosła wzrok
na kolejnego chłopaka. Okazał się nim Ron, automatycznie skreślony z listy
przez swą nieskończoną miłość do Lavender. Nie kwalifikowali się także
jego bracia, George i Fred oraz Dean wraz z Seamusem. Westchnęła cierpiętniczo,
spoglądając już na ostatnią osobę w pomieszczeniu i jej serce zabiło szybciej.
Na czerwonym
fotelu tuż przed kominkiem siedział Harry, najwyraźniej usilnie próbujący
dokończyć zadany karny esej o zastosowaniu bezoarów. Ten Harry.
Granger
momentalnie zarumieniła się i odwróciła od niego wzrok. Wiedziała, że Potter
nikogo nie ma – skarżył się jej na to ledwie poprzedniego wieczora, a ona wtedy
pocieszała go, nie wiedząc, o czym dowie się następnego ranka. Prawdopodobnie
gdyby nie to, że Wiktor zaprosił ją już jakiś czas temu, od razu
zaproponowałaby mu wspólne pójście. Co prawda, zdawała sobie sprawę, że jest
dla niego jedynie przyjaciółką, ale być może… coś by między nimi wtedy
zaiskrzyło? Co by się nie zdarzyło, postanowiła spróbować.
Zeskoczywszy z
mebla, sprawnym ruchem dłoni poprawiła ułożenie swoich bujnych loków i
skierowała się w stronę czarnowłosego. Ten, pochłonięty zadaniem, nawet jej nie
zauważył, wertując gruby podręcznik. Stanęła więc za nim i odchrząknęła cicho,
subtelnie informując go o swojej obecności. Zaczęła mówić dopiero, gdy ten się
odwrócił.
- Harry, nie wiem, czy słyszałeś… Wiktor ma grypę –
powiedziała najbardziej smutno, jak tylko mogła.
- Och. Przykro mi? – odparł czarodziej, drapiąc się po głowie.
Co ona miała na myśli?...
- … I potrzebuję pary na bal. Nie chciałbyś może pójść ze mną?
- Ja? – najwyraźniej zdziwił się takim obrotem spraw. Nie
chciał jednak zmarnować szansy – Oczywiście!
- Świetnie – odrzekła, starając się zamaskować ekscytację –
Widzimy się wieczorem!
Dziewczyna
odwróciła się i odeszła w kierunku damskiej sypialni, prawdopodobnie w celu stosownego
przygotowania się do zabawy. Okularnik jedynie westchnął, posyłając w jej
stronę tęskne spojrzenie i wracając do przeglądania książki w poszukiwaniu
choćby skrawka informacji o bezoarach. Musiał bowiem oderwać swoje myśli od
Hermiony – był pewien, że traktowała go jedynie jak przyjaciela. Niestety.
W końcu jego
umysł całkowicie pochłonęła brązowooka przyjaciółka. Już od dawna chciał
powiedzieć jej prawdę – ale nie potrafił się na to zebrać. Postanowił to zrobić
tej nocy – nie było przecież lepszej okazji, niż wyznanie miłości podczas bądź
zaraz po romantycznym tańcu przy świetle księżyca, czyż nie? No właśnie!
Po dwudziestu
minutach bezczynnego przerzucania kartek poddał się i zapakował wszystko do
torby, najwyraźniej pogodzony z piekłem, jakie na jutrzejszej lekcji gotowy był
zgotować mu Snape. Miał inne priorytety. Po pierwsze – musiał zdobyć kwiaty i
znał tylko jedną osobę, która mogłaby zapewnić mu jakiś niesamowicie ciekawy
gatunek.
Podszedł do
Neville’a i zaczął rozmowę o pierdołach, aby potem przejść do sedna sprawy.
Chłopak oczywiście od razu się zgodził i obiecał przygotować dla Harry’ego najwspanialszą,
najbardziej magiczną odmianę róż jaką tylko znał.
Po drugie,
musiał skądś wytrzasnąć szatę. To akurat nie należało do najtrudniejszych
punktów na liście – w kilka sekund zorganizował sobie stosowny ubiór dzięki
Parvatti.
Po trzecie… musiał zebrać się na odwagę. A to
niestety nie było już tak łatwe jak poprzednia pozycja. Miał tylko jedną
szansę. I wysoką możliwość niepowodzenia.
Co
mogło się nie udać?
***
Już kilka
godzin później, wybraniec odnalazł odpowiedź na swoje pytanie.
Wszystko.
Wszystko mogło się nie udać.
Harry wziął
głęboki wdech i ponownie zawiązał krawat. Wiedział, że jeśli ktoś w ogóle
mógłby przykładać wagę do takich szczegółów, jak źle założony krawat, to byłaby
to właśnie Hermiona – wolał nie ryzykować.
Wyprostował się
i podniósł bukiet, po czym szybko skierował się do sali balowej. Nie miał czasu
do stracenia. Pośpiesznie przywitał się jedynie z kilkoma znajomymi i zaczął
wzrokiem szukać brązowowłosej. W końcu ją wypatrzył.
Właśnie
wchodziła na salę w długiej, różowej sukni z licznymi falbanami. Jej zwykle
niesforne kosmyki upięte były w fantastyczną fryzurę. Wyglądała oszałamiająco.
Potter
przełknął głośno ślinę. Podszedł do niej i złapał dziewczynę za dłoń –
reprezentanci szkół na turnieju mieli bowiem tańczyć jako pierwsi, więc nie
mogli sobie pozwolić na nawet najmniejszą zwłokę. Tym bardziej, że to on
zaczynał.
Wyprowadził ją
na środek parkietu i rozpoczął walc, uważając na każdy swój ruch. Chciał przed
nią wypaść idealnie!
Mimo wszystko,
nie poszło mu to doskonale. Kilka razy potknął się, zahaczył o jej suknie. Ona
jednak jedynie się uśmiechnęła i….
Objęła go ciaśniej i spojrzała głęboko w jego oczy.
- Harry, muszę ci coś powiedzieć – zaczęła cicho, nie
wypadając z rytmu – Kocham cię.
- Ja… - chłopak był całkowicie zaskoczony – J-ja ciebie też...
Złożył na jej
policzku delikatny pocałunek. Nie mógł uwierzyć, że to stało się naprawdę.
Komentarze
Prześlij komentarz